ENT Zarzewiem Rewolucji?

W mroźny trzeci weekend stycznia w Warszawie 3 tysiące osób protestowało przeciwko planom Ministerstwa Środowiska i Lasów Państwowych zwiększonej wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej.

Na tle ostatnich protestów społecznych liczba ta może wydawać się niska, jednak była to jedna z największych demonstracji proekologicznych ostatnich lat. Jak to możliwe?

Protesty w obronie drzew wybuchają dość często. Na początku roku 2015 protestowali np. mieszkańcy Rybnika, nie chcą dopuścić do utraty dużego terenu zielonego i zastąpienia go galerią handlową. W Warszawie protestowano z kolei w obronie starych drzew rosnących w Parku Krasińskim. Protesty przeciwko polityce tureckiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju również rozpoczęły się od okupacji w Istambule Parku Gezi, teren którego miał zostać przekształcony w galerię handlową.


Dlaczego jednak właśnie decyzje o niszczeniu zieleni wzbudzają tak wielkie kontrowersje? Innymi słowy – dlaczego ochrona drzew może być początkiem zmiany? Pierwszy powód może wydawać się dość paradoksalny – protestować przeciwko wycince drzew jest łatwo. Zdecydowana większość ludzi, również polskiego społeczeństwa deklaruje, że jest proekologiczna. Tak np. w prowadzonych regularne badaniach Europejskiego Sondażu Społecznego wartości ekologiczne (troska o środowisko naturalne) są wybierane systematycznie jako jedne z najważniejszych. Jednocześnie, większość zagrożeń ekologicznych ma wymiar ogólny, przekraczający granice państw narodowych. Prowadzi to do poczucia bezsilności wobec nich i skutecznie blokuje chęć podjęcia działań. W przypadku próby zapobiegnięcia np. zmianom klimatycznym, nawet podjęcie działania nie prowadzi do mierzalnych i odczuwalnych w życiu codziennym skutków.


W przeciwieństwie do tego, obrona drzew często dotyczy problemów lokalnych – sytuacji, gdzie widać możliwe i pozytywne skutki własnego działania. I łatwo wyobrazić sobie koszty zaniechania – takie jak zniknięcie parku.
Odpowiedź na to, dlaczego stosunkowo łatwo zmobilizować ludzi do obrony drzew przynosi również tzw. hipoteza biofilii wysunięta przez Edwarda Wilsona – twórcy socjobiologii. Według Wilsona ludzie mają naturalną skłonność do lepszego funkcjonowania w środowisku zbliżonym do naturalnego, słabo przekształconego przez ludzką działalność – a więc również takiego, w którym występują drzewa. Większa część ewolucji naszego gatunku przebiegała w środowisku naturalnym nieznacznie tylko modyfikowanym przez człowieka. Dopiero w roku 2007 odsetek osób, które zamieszkują miasta – tereny o największym stopniu ingerencji ludzkiej – przekroczyła 50%.


Przebywanie wśród zieleni miejskiej lub pośród rezerwuaru naturalnej nieprzekształconej przyrody pozwala na szybszą regenerację uwagi i wpływa dodatnio na nasze funkcjonowanie poznawcze.  Ilustrują to chociażby badania Francis Kuo z Uniwersytetu Illinois. Spędzanie przez dzieci z ADHD nawet 20 minut dziennie w terenie zielonym pozwala ograniczyć symptomy  zaników uwagi. Zabawy dzieci w terenach zielonych przynosiły też lepsze efekty niż zabawy na sztucznych placach zabaw. Podobne efekty obserwuje się też wśród dorosłych. Przy czym lista tego typu efektów jest długa. Wśród budynków, które otoczone są terenami zielonymi, jest mniejsza przestępczość niż wśród budynków  pozbawionych terenów zielonych.  Osoby żyjące wśród zieleni są również generalnie bardziej szczęśliwi niż te, które żyją wśród terenów zieleni całkowicie pozbawionych. Obrona drzew i zieleni jest więc całkowicie racjonalna, i zgodna z naszym interesem.


Skoro jednak tak, to dlaczego urzędnicy miejscy i państwowi tak często podejmują decyzje o wycince drzew? Najprostszą odpowiedzią są względy ekonomiczne. O tereny zielone trzeba dbać, a korzyści z ich utrzymywania nie dają się w łatwy i bezpośredni sposób przełożyć na zwiększone wpływy do kasy miejskiej lub państwowej. Badania psychologiczne dodają do tego jeszcze jeden aspekt. Ludzie często nie potrafią oszacować, w jaki sposób wpłynie na ich samopoczucie jakieś przyszłe wydarzenie.
Przeszacowujemy np. to, jak bardzo na nasze samopoczucie wpłynie wygrana w totolotka, czy też np. spędzenie czasu w centrum handlowym. Podobnie jest z oszacowaniem wpływu natury na nasze samopoczucie – nie doceniamy jego dobroczynnego dla naszego samopoczucia wpływu.


W badaniach prof. Elizaeth Nisbet z Carleton University osoby badane były proszone o ocenę tego, jak ich zdaniem wpłynie na ich samopoczucie spacer przez park (teren zadrzewiony). Okazywało się, że ich oceny były systematyczne zaniżone w porównaniu z odpowiedziami osób, które rzeczywiście odbyły taki spacer. 


Ale przede wszystkim – zagrożenie Puszczy Białowieskiej wyzwala też takie motywy, które w przypadku innych zagrożeń środowiskowych nie są tak widoczne. Zazwyczaj ochrona środowiska kojarzy się z wartościami liberalnymi, czy też lewicowymi takimi jak troska o przyszłe pokolenia czy abstrakcyjnie rozumiana sprawiedliwość – i stąd problemy te wydają się ważniejsze osobom o poglądach lewicowych. Zagrożenie dla odwiecznej polskiej Puszczy Białowieskiej godzi jednak też w wartości bliskie osobom o poglądach konserwatywnych. Jak pokazały badania Matthew Feinberga i Robba Willera, przedstawianie degradacji środowiska naturalnego jako zagrażającej takim wartościom jak czystość czy świętość, ważnym dla osób o poglądach prawicowych, podnosi ich gotowość do angażowania się w działania prośrodowiskowe. Obrona Puszczy Białowieskiej może więc mobilizować osoby o różnych poglądach i łączyć ponad podziałami.

Adrian Wójcik, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
Aleksandra Cisłak, SWPS Uniwersytet Humanistyczno-Społeczny