Raj utracony

Sycylia okiem nieopierzonego turysty

- Wyobraź sobie, na kilka miesięcy przeprowadzam się na Sycylię … - Co?! Na tę wyspę mafiosów?! Nie boisz się?

Kiedy w lutym dowiedziałam się, że następny rok niespełna spędzę w Palermo, tak właśnie wyglądały moje rozmowy ze znajomymi. Wykształceni lepiej albo gorzej, mniej lub bardziej zorientowani w świecie i polityce, nieważne – to była powszechna, jedyna właściwie reakcja na tę informację. Przyznam (nie wiem, czy zabrzmi to bardziej arogancko, czy ignorancko), dopiero w obliczu tej fali skojarzeń zdałam sobie sprawę, że ta potoczna opinia obciąża tę  wyspę, o czym wcześniej jakoś nie myślałam. Co łatwiej przychodziło mi do głowy, to że  i wyspa z wulkanem otoczona przez ciepłe morze … Zrozumiałam też, jak bardzo obraz Sycylii zdominowany jest przez to skojarzenie. Dopiero z czasem okazywało się, że krzywdzi ono i denerwuje Sycylijczyków niebywale.

Turysto, nie jedź do Corleone

Kiedy lądujesz na Sycylii (niezależnie gdzie, wszystko dzieje się nagle, lotniska są o krok od morza, a przed tobą od razu zaczyna się magia krajobrazu: stare, wygładzone czasem góry znaczą linię brzegu i masz je zawsze po którejś stronie, gdziekolwiek jedziesz, leniwe morze Tyrreńskie, ujmująco ciepłe powietrze, cudowna, bujna  natura), powodów do zachwytów jest liczba nieskończona: na pierwszy rzut oka jest to cudowna, tropikalna przyroda, łaskawy klimat, długie lato (od kwietnia do końca października!), piękne miasta – niektóre chaotyczne i zaskakujące jak Palermo, niektóre bardziej uporządkowane, nie mówiąc już o setkach rozproszonych wokół miasta malutkich wioseczek, utkanych gdzieś na szczytach gór, albo tuż obok cudnych plaż. Szybko zapominasz, że wszystko przez jakiś czas sprowadzało się tu do mafii, bo kiedy tylko zaczynasz rozmawiać, czytać, zwiedzać, odsłania się przed tobą skarbiec wiedzy i piękna.

Miejsce zaczarowane i zapomniane przez wszelkich bogów, wyklinane z szeregów rozwiniętej Italii, jednocześnie, choć ma bodajże więcej do zaoferowania – bogatą kulturę i historię, tysiące lat zmieniających się wpływów, szczególnie z czasów, gdy była to wyspa pożądana przez handlowców z całego basenu Morza Śródziemnego – walczyli oni o wpływy, drążyli tutejsze skały i budowali dziedzictwo, które teraz jest urokliwym i unikalnym bogactwem tego miejsca.

Spotkasz tu  ślady Fenicjan i Greków, którzy założyli pierwsze miasta (Panormus to pierwsza, fenicka nazwa Palermo chociażby), Normanów, którzy przebudowywali na swoją modłę pałace i przynieśli tutaj surową, czystą architekturę, Arabów, którzy tworzyli tu pierwsze meczety i zostawiali urocze, okrągłe czuby na swoich budynkach, Hiszpanów, którzy próbowali przebić się przez istniejącą tkankę miasta, tworząc nowe centra i pałace, wreszcie dziesiątki innych mniejszości, które pojawiały się tu i znikały pod wpływem zmiennych decyzji politycznych i historycznych rozgrywek.

Popływaj  z rybami

Jeśli już znudzi Cię architektura (choć śmiem twierdzić, że dla dobrego badacza będzie to wdzięczny obiekt na długie lata, bo każdy zakątek tej wyspy na trzech nogach ma swój klimat, swoją specyfikę, swoją mocną architekturalną tożsamość) – być może zainteresuje Cię bogactwo przyrody?

W okolicach Katanii, na wschodnim brzegu, znajdziesz takie jej przykłady, jak niewielkie wodospady i oczywiście monumentalna Etna, która czasem łaskawie wyrzuci z siebie trochę płomieni i dymu, i na którą można się wspiąć aż do samego krateru. Masz tu niewiarygodnie czyste plaże w miejscach, których nie odwiedzają turyści ani tubylcy – małe, kameralne, obsypane morskimi roślinami oazy dla podróżników. Mogą to być też miejskie parki, widoki z gór, rezerwaty naturalne z kamienistymi plażami i wodą tak czystą, że pływa się między rybami, malownicze jeziora, opuszczone wnętrze wyspy, przez które jedzie się jak przez pustynię (choć to raczej mocno pofałdowana, bardzo górzysta i bardzo samotna okolica), czy wreszcie rewelacyjne ogrody botaniczne, jak ten w Palermo, według niektórych łatwo bijący czołowe ogrody botaniczne na świecie.

Wreszcie znamienne dla moich znajomych Sycylijczyków jest to, że alergicznie reagują na wszelkie mafijne skojarzenia i dzielnie się przed nimi bronią – kiedy ktokolwiek, kogo gościmy, głośno wyrazi chęć wyjazdu do Corleone, zasypuje go tyrada argumentów, dlaczego stratą czasu jest wyprawa tamże. Zazwyczaj skutecznie. Nieopierzeni turyści są kierowani natomiast do Monreale (niebywała, bizantyjska świątynia na szczycie góry, 20 minut autobusem od Palermo), albo do Cefalu, albo gdziekolwiek, bo to właściwie bez znaczenia – bowiem w każdym niemal miejscu wskazanym na mapie Sycylii można się zakochać.

Zaczynasz zapominać o mafii, której nie widać, która przejawia się znacznie mniej banalnie i wyraźnie w tkankach miejskich, w umysłach ludzkich, a zaczynasz widzieć wyspę, która jest jak otwarty skarbiec, jak kopalnia inspiracji, jak temat na dobrą książkę, w której wcale nie musi paść TO słowo na M. I tylko szkoda, że w tym lenistwie i błogostanie piękna, w którym ludzie żyją, wiele z tego potencjału i bogactwa obraca się powoli w pył. Raj utracony, koniec Europy.

Tekst i zdjęcia: Natalia Skoczylas

Skyline Snow Falling