W sprawie wielkiej wody

CENA ZANIECHAŃ

Po wielkiej powodzi w 1997 roku ruszyły „wielkie” programy odbudowy kraju. Działania ratownicze i usuwanie skutków tamtej powodzi w 1997 roku kosztowało nas wszystkich ponad 12 mld złotych.

Wydawało się, iż wszyscy, głównie rządzący, wzięli sobie do serca to, co już w XVI wieku pisał Jan Kochanowski: Cieszy mię ten rym: Polak mądry po szkodzie. W maju i czerwcu 2010 roku przyszły jednak kolejne wielkie powodzie, które nas kosztowały więcej, bo ponad 20 mld złotych. Niepoliczalny jest jednak ogrom ludzkich nieszczęść. Utrata całego dobytku, nierzadko dorobku kilku pokoleń, utrata dachu nad głową, miejsc pracy, bytu setek tysięcy rodzin. W szczególnie dramatycznej sytuacji są ci, którzy nie zdążyli jeszcze spłacić kredytów zaciągniętych na odbudowę po powodzi w roku 1997, czy mniejszej z 2001 roku, a dziś znowu wszystko stracili. Wyszły także na jaw tragiczne losy zapomnianych przez władze ofiar powodzi z 1997 roku, które po dziś dzień, od 13 lat koczują w drewniano-tekturowych kontenerach mających służyć im (według zapewnień ówczesnych władz) jedynie tymczasowo, przez kilka miesięcy. Szybko zostali zapomniani choć był pełnomocnik Rządu do spraw usuwania skutków powodziowych z roku 1997 i 2001. Powódź minęła rząd jakby umył ręce, zmieniały się partie rządzące składy rządowe, a problem całkowicie nie został rozwiązany, bo w dużej części został przerzucony na gminy, samorządy i na samopomoc lokalną zubożałej ludności poszkodowanej i nie poszkodowanej.

Gospodarowanie poziomem wody

Ilość wody opadowej, jaka spowodowała powodzie w 1997, 2001 i 2010 roku niezaprzeczalnie wskazuje na konieczność budowy nowych zbiorników retencyjnych oraz polderów – terenów przeznaczonych do celowego zalania. Ale nawet te już istniejące zbiorniki nie są wykorzystywane w należytym stopniu i we właściwy sposób. W roku 2010 znów, podobnie jak 13 lat wcześniej, pojawiają się opinie, że w zbiornikach retencyjnych było zbyt wiele wody, i była ona spuszczana z nich w ostatniej chwili, zalewając tereny w dole rzeki zanim jeszcze dotarła tam fala powodziowa. Gospodarowanie poziomem wody na zbiornikach odbywa się w sposób planowy, w oparciu o ustalone instrukcje, ale właśnie tym instrukcjom należy się teraz bacznie przyjrzeć i, być może, poprawić. Z powodzi 1997 i 2010 roku należy wyprowadzić wniosek, że wszelkie aspekty funkcjonowania tych zbiorników muszą być podporządkowane jednemu celowi – przyjęciu jak największej ilości wody z fali powodziowej i przetrzymaniu jej przez możliwie długi czas, obniżając w ten sposób wysokość tej fali.

Rozproszenie kompetencji

Oceniając z perspektywy czasu reformę administracyjną naszego państwa nie można oprzeć się wrażeniu, że wiele kompetencji przekazywano poszczególnym szczeblom administracji samorządowej bez głębszego przemyślenia, a raczej tylko po to, aby postawionymi im zadaniami uzasadnić potrzebę istnienia danego szczebla. Taka radosna twórczość urzędnicza w sprawach związanych z zabezpieczenia przeciwpowodziowym zemściła się okrutnie. W zakresie wydawania zezwoleń budowlanych, budowy i utrzymania wałów, urządzeń melioracji, retencji wodnej, zabezpieczenia ludności, a wreszcie kierowania akcją ratowniczą – w dramatyczny sposób przeplatają się ze sobą kompetencje władz gmin, powiatów, marszałków sejmików wojewódzkich, wojewodów, zarządów melioracji i urządzeń wodnych, regionalnych zarządów gospodarki wodnej, urzędów morskich, urzędów żeglugi śródlądowej, ministrów: środowiska, rolnictwa i rozwoju wsi, infrastruktury oraz spraw wewnętrznych i administracji.

Efektem nieprecyzyjnego i nie w pełni usankcjonowanego prawnie podziału kompetencji w zarządzaniu powodzią pomiędzy różne organy władzy rządowej i samorządowej jest brak spójnego systemu współdziałania oraz przekazywania i udostępniania informacji dotyczących ochrony przeciwpowodziowej, a co za tym idzie brak jednolitej polityki w tym zakresie. Z tego powodu inwestycje przeciwpowodziowe albo tkwią zatrzymane w niekończących się uzgodnieniach albo budowane są bez uzgodnień, a późniejsza odpowiedzialność za nieprawidłowe działanie urządzeń lub błędy projektowe ginie w urzędniczych przepychankach pomiędzy organami. Powróćmy do klasycznego już przypadku Kozanowa: wedle projektu rozbudowa tego wrocławskiego osiedla mieszkaniowego po powodzi, która spustoszyła ten teren w roku 1997, miała odbywać się razem z budową wału przeciwpowodziowego – powstało tylko nowe osiedle, a efekty takiej nonszalancji urzędników ukazała kolejna powódź.

 

Chroniczne niedofinansowanie

Zapewnienie ochrony przeciwpowodziowej wymaga dużych wydatków, a na poziom zabezpieczenia przed skutkami powodzi wpływa m.in. stan istniejących urządzeń regulacyjnych związanych z bieżącym utrzymaniem rzek. Szacuje się, że środki finansowe przeznaczane corocznie przez budżet państwa na utrzymanie majątku Skarbu Państwa związanego z gospodarką wodną (w tym utrzymanie wód i urządzeń wodnych), pokrywają jedynie około 20% bieżących potrzeb. Przyjmuje się, że dla prawidłowego utrzymania obiektów hydrotechnicznych należy rocznie przeznaczać na bieżącą konserwację środki stanowiące 2-3% wartości samego obiektu.

Wartość obiektów hydrotechnicznych będących własnością Skarbu Państwa i jednocześnie w administracji regionalnych zarządów gospodarki wodnej, służących bezpośrednio celom wynikającym z przepisów ustawy Prawo wodne wynosi ponad 23,6 mld złotych. A zatem na prawidłowe utrzymanie w dobrym stanie technicznym tych obiektów konieczne jest coroczne wydatkowanie środków w wysokości 470-700 mln złotych. Tymczasem w budżecie państwa rokrocznie przeznacza się na ten cel środki w wysokości około 70 mln złotych, i w kwocie tej zmieścić się muszą również inne prace polegające na utrzymaniu wód (uzupełnianie wyrw w brzegach, odmulanie i koszenie koryta cieków, umacnianie brzegów), których wykonanie (lub niewykonanie z braku środków) również ma bezpośredni wpływ na ochronę przed powodzią. Podstawą poprawy stanu technicznego urządzeń ochrony przeciwpowodziowej powinno być zapewnienie prawidłowego, zadaniowego finansowania utrzymania (bieżącej konserwacji) takich obiektów. Koszty akcji ratowniczej i usuwania skutków powodzi w roku 1997 kosztowały budżet państwa około 12 mld złotych, następnej 20 mld złotych. Zapewnienie corocznego finansowania bieżącego utrzymania obiektów przeciwpowodziowych na koniecznym poziomie (i zmniejszenie przez to ryzyka i skutków ewentualnych powodzi) byłoby w sumie kilkukrotnie tańsze dla budżetu państwa, niż kwoty przeznaczane co kilka, kilkanaście lat na walkę z ogromnymi powodziami.

Przyjąć do wiadomości

W roku 1997 powódź objęła głównie tereny dorzecza Odry. W roku 2001 i 2010 większe spustoszenie wystąpiło w dorzeczu Wisły. Ale są i takie tereny, które były zalane i w roku 1997 i obecnie. Są też obszary zalewane niemal co roku. Dlatego też należy przyjąć do wiadomości, że na terenie Polski takie powodzie jednak mogą co kilka lat wystąpić. A w latach pomiędzy wielkimi powodziami należy być przygotowanym, ze względu na strefę klimatyczną w której położona jest Polska, na powodzie o mniejszym zasięgu, oraz na inne katastroficzne zjawiska przyrodnicze jak gradobicie, susze, wichury czy obfite opady śniegu i długotrwałe mrozy.

Musimy po prostu nauczyć się żyć w ciągłym zagrożeniu ze strony sił natury i podejmować różne działania profilaktyczne, nastawione na pomniejszanie strat indywidualnych obywateli i całej gospodarki państwa.

dr Ryszard Ślązak

mgr inż. Jacek Pytkowski

 

Skyline Snow Falling